…Czyli po prostu rozczarowanie. Jedno słówko, które zawiera w sobie więcej treści niż to konieczne. I na pewno nie oznacza tego czego się spodziewamy. Prawdziwe przychodzi nagle, albo z czasem. Jak by nie było, kiedy już nadejdzie na pewno to zauważysz. Nie obejdzie się też bez konsekwencji, chociażby psychicznych. Jeśli nauczyciel/szef/wykładowca powie Ci, że go rozczarowałeś/aś to źle. Ale nie oznacza to wtedy wiele więcej jak „dałeś dupy, popraw to, bo nie tego oczekiwałem”. Nazwijmy je więc rozczarowaniem lekkim, tak na potrzeby tego krótkiego tekstu, który będzie dla niektórych stekiem bzdur, a dla innych lamentem. Prawdziwe Rozczarowanie (to przez WIELKIE R) jest czymś zupełnie innym, i na potrzeby tekstu będzie pisane wielką literą.
Rozczarowanie (jak już zauważyliście – wielką literą) jest czymś gorszym niż pragnienie nieosiągalnego. Jest doświadczeniem czegoś fajnego albo nawet lepszego. Co następnie zostaje Ci odebrane – i ustanowione nieosiągalnym. Nie brzmi tak tragicznie… jeśli mowa o lizaku. Jeśli nie o lizaka chodzi, to zaczynają się schody.
Niektórzy ludzie mają wręcz preferencje, do pakowania się w objęcia Rozczarowania. Wynikające być może z cech charakteru, a być może z pechowego urodzenia, nie pod tą gwiazdą, którą by się chciało…
Co by można więcej powiedzieć? Lepiej nic, czasami lepiej jest nie mówić w ogóle.
A każdy i tak odniesie to do swojej własnej, osobistej sytuacji. Takie trochę bzdurne przemyślenia mojej skromnej osoby.
You don’t have to agree, just accept it… or keep tryin’